Na obserwacje lemonki (kometa C/2025 A6 Lemmon) wybrałem się bez żadnego sprzętu i był to chyba mój pierwszy taki wypad na folwark. Jak pisałem we wcześniejszym wpisie na temat Sky Rover Banner Cloud – lornetki zostały zwrócone, więc jedyne co mi pozostało to liczyć na kolegów, którzy użyczą na chwilę swój sprzęt.
Na miejscu był już Polaris, Thomas oraz Taffik wraz ze swoimi Sky Roverami 6×32 i 15×56, który oczywiście w przeciwieństwie do mnie otrzymał je bez żadnej skazy i defektów. Całe szczęście pozwolił mi z nich korzystać do woli, więc po krótkiej pogawędce od razu wziąłem do rąk model SRBC 6×32 i spojrzałem na kometę C/2025 A6 Lemmon, która w tak szerokim polu nadal prezentowała się magicznie. Bez problemu można było dostrzec niewielki, subtelny, ale jednak dobrze widoczny warkocz. W modelu SRBC 15×56 było jeszcze lepiej, kometa była zdecydowanie większa z jaśniejszym wyraźniejszym jądrem i odchodzącym warkoczem. Samo zlokalizowanie komety w okolicach konstelacji Wolarza nie było żadną trudnością. Obiekt sam wpadał w pole widzenia.

Na deser udało się jeszcze zobaczyć kometę C/2025 R2 SWAN, która była już tylko puchatą mgiełką.
Chłopaki poza obserwacjami wizualnymi (w tym również ja) fotografowali także kometę m.in. za pomocą Seestar S50, która po szybkim zestackowaniu wyglądała fenomenalnie. Poza kometą obserwowałem jeszcze pozostałe klasyki głębokiego nieba. Była konstelacja Orła, Strzały, Liska razem z Mgławicą Hantle (M27), czy też Tarcza i gromada Dzika Kaczka (M11). Był też Łabędź, gdzie udało mi się spojrzeć na układ podwójny Albireo, który w lornetce SRBC 15×56 wyglądał bajecznie, a jego dwa składniki były bardzo mocno nasycone odpowiednimi kolorami. Widoki w SRBC były na tyle przyjemne, że nawet Polaris był zadowolony z oferowanej jakości obrazu. Potem spojrzałem jeszcze na klasyki takie jak Galaktyka Trójkąta (M33), czy też Galaktyka Andromedy (M31). Obydwie dało się wyłuskać bez problemu w SRBC 6×32, pierwsza z nich oczywiście jako delikatna poświata wyłaniająca się z ciemnego tła.
Pomimo braku własnej lornetki postanowiłem zapolować na kometę również zwykłym kitowym obiektywem Sony 28-70 mm na prowadzeniu MSM Nomad. Pomimo, że nie jest to obiektyw do astrofotografii to udało mi się naświetlić kometę na 70 mm f/7 przez około 20 minut, co po złożeniu i tak dało całkiem ciekawy efekt i pozwoliło zapisać zdjęcie na pamiątkę (widoczne wyżej). W szerokim kadrze razem z obiektywem Sigma Art 24 mm f/1.4 na jednej kratce kometa nie była już tak duża, stała się zaledwie subtelnym punktem z delikatną poświatą warkocza.

Podczas tych obserwacji po raz kolejny przekonałem się że SRBC 15×56 i 6×32 to fajny sprzęt do obserwacji astronomicznych. Pierwsza z nich to jednak głównie spoglądanie na statywie, chociaż z ręki na leżaku też można sporo dostrzec pomimo znaczących drgań.
Po zwrocie lornetek SRBC po głowie zaczął mi znów chodzić Nikon 18×70 Astroluxe, którego niedawno nabył kolega Tomek z okolic Krakowa. Po kilku rozmowach postanowił mi go wysłać na testy zanim podejmę ostateczną decyzję, czy warto kupić tego legendarnego Nikona dedykowanego pod astro. Lornetka już w drodze, więc w następnej relacji zapewne pozwolę sobie napisać kilka słów więcej na temat pierwszych obserwacji.
Tymczasem kometa Lemmon zaliczona. Nie tak spektakularna jak kometa C/2023 A3 (Tsuchinshan-ATLAS) rok temu, ale mimo wszystko każdy obiekt tego typu cieszy oko.
Do następnego razu!
Pozdrawiam!